Mariusz Gołosz
„POV: Masz 12 lat i prze****ne”
Mariusz Gołosz
„POV: Masz 12 lat i prze****ne”
Bohaterem utworu Mariusza Gołosza, który szturmem zdobywa polskie sceny teatralne jest Arek, wyraźnie wycofany, małomówny, zakompleksiony i czymś permanentnie wystraszony 12-latek. Oglądamy go z dwóch pozycji (tytułowe POV: point of view = punkt widzenia) – prawdziwej rzeczywistości oraz jego „wnętrza”, w którym rządzą negatywne wyobrażenia na własny temat. Chłopakowi towarzyszy „uporczywa myśl” w głowie – niemiłosiernie natrętna, która wmawia mu, że wszystko robi źle. Kolejnym problemem jest agresja dwóch równolatków ze szkoły, którzy znęcają się nad nim psychicznie i szantażują. Do tego dochodzą problemy z nauką pływania albo skarga nauczycielki za niewłaściwie zachowanie. Arek boi się, że gdy mama dowie się o wszystkim na klasowym zebraniu, to wyrzuci go z domu. To zresztą podpowiada mu „uporczywa myśl” w głowie. Przerażony ucieka w świat gier komputerowych (w szczecińskiej realizacji w świat muzyki elektronicznej). Czy uda mu się przezwyciężyć swoje lęki? Czy to tylko mrzonka, czy poważniejszy problem? Czym może grozić? No gdzie w tym wszystkim szkoła, rodzice, koledzy?
O wszelkich zjawiskach spod szyldu #metoo, albo o dojmujących aktach przemocy, godnych ekranizacji filmowych (choćby najnowszy „Dom dobry” Wojtka Smarzowskiego) mówi się głośno i wyraźnie od dawna. Jednak wciąż niewiele miejsca poświęca się problemom młodych, szczególnie nastolatków. A przecież rzecz dotyczy także ich i wymaga osobnego, innego podejścia. W tym celu powołano nawet termin bullyingu. Jedna z bardziej esencjonalnych definicji, mówi, że to „długotrwałe, powtarzające się przemocowe zachowania wobec jednej osoby lub grupy. Mogą to być działania fizyczne, słowne, psychiczne albo społeczne, które mają na celu zastraszenie, poniżenie, skrzywdzenie lub wykluczenie ofiary”.
Reżyserka szczecińskiego spektaklu Agata Biziuk zaproponowała zaskakującą formę i strukturę: wszyscy – widzowie oraz aktorzy – zaopatrzeni są w słuchawki wykorzystywane przy silence disco. Przedstawienie oglądamy odseparowani od naturalnej przestrzeni dźwiękowej. Słyszymy tylko to, co chcą nam przekazać realizatorzy. To ciekawy zabieg, który zwiększa skupienie oraz funduje foniczny miraż obecności w symbolicznej przestrzeni emocji bohaterów. Przedstawienie pozbawione scenografii i rekwizytów cały ciężar odpowiedzialności za opowieść przerzuca na aktorów. Biziuk zdaje się tu znów prowokować. Zamiast spodziewanego zaangażowania i prób zastępstwa za brakujące teatralne mechanizmy otrzymujemy aktorstwo wręcz ascetyczne. Z każdej kreacji, nawet w emocjonalnych sekwencjach, bije niewiarygodny spokój, wstrzemięźliwość i opanowanie. Co ciekawe to wcale nie nudzi i nie usypia czujność widza. Nie burzy też rytmu, który notabene tworzy dynamiczna muzyka Andrzeja „Webera” Mikosza. Być może ten kontrapunkt (znów POV) wzajemnie znosi nadmierne emocje, czyniąc z pomysłu Bizuk złoty środek.
Matka w portrecie Ewy Sobczak jest pełna wyrozumiałości i subtelnej czułości, choć znakomicie pokazuje, że twardo czy racjonalnie stąpa po ziemi. Kilka postaci – m.in. „złych” kolegów Arka, nauczyciela pływania i wreszcie „uporczywą myśl” w głowie – interpretuje Wojciech Sandach. Nie ma tu już nadmiaru subtelności, ewidentnie płynie im we krwi mieszanina testosteronu, pseudo męskości i sarkazmu. Gdy Sandach mówi w imieniu „uporczywej myśli” przeobraża się w sprytnego i zadziornego hochsztaplera. Jest w tym sporo fajnego dystansu i poczucia humoru. A przy tym intrygujące poczucie naturalności czy łatwości. Bo przecież „uporczywe myśli w głowie” muszą być przekonujące, prawda? Główny bohater przedstawienia ma/powinien mieć 12 lat. Owszem można „zatrudnić” do spektaklu/projektu równolatka bohatera albo umówić się z widzami na pewną umowność i symboliczność angażując do roli aktora dorosłego. W Arka wciela się Kacper Kujawa, młody aktor, przedstawiciel pokolenia Z. Nie sili się na infantylne postaciowanie, nie imituje gestów czy grymasów kilkunastoletniego dzieciaka, przyjmuje jedynie pewne figury, przynależne beztrosce typowego nastolatka. Nadrabia za to pewną niewinnością, prowokacyjną nieuwagą i udawaną niewiedzą. To znakomicie i dojrzale (!) opracowana postać!
Czwartym bohaterem spektaklu Biziuk jest muzyka Andrzeja „Webera” Mikosza. Na jej prośbę, właśnie z uwagi na obecność Webera w zespole realizacyjnym, autor tekstu zgodził się na subtelną zmianę. Tym, razem Arek zamiast grami komputerowymi interesuje się muzyką elektroniczną. Efekt? To trzeba usłyszeć, opowiedzieć się nie da…




